languageJęzyk
Roztrzaskane Bractwo-placeholderRoztrzaskane Bractwo

Roztrzaskane Bractwo

Autor: Avelina Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 12 mar 2026
122 Rozdziały
175.6K słów

Kiedy los rozgrywa okrutną grę, łącząc Raven nie z jednym, ale z dwoma partnerami, cały jej świat staje na głowie. Dwóch mężczyzn, którzy uważali się za braci, dopóki nie zdali sobie sprawy, że ich przeznaczona jest tą samą osobą. Niszcząc ich więź przyjaźni w kilka sekund. Przez trzy lata kroczyli oddzielnymi ścieżkami, nie mogąc pogodzić się z wolą bogini księżyca. Aż do teraz. Zjednoczeni ponownie, muszą odłożyć na bok różnice, aby pokonać wewnętrzne zagrożenie, które rzuciło cień na ich stado. Kiedy sekrety zostaną ujawnione, a kłamstwa powiedziane, czy przypomną sobie o swoich dawnych więzach i będą współpracować, aby chronić tych, których kochają? Wraz z więzią partnerów wymykającą się spod kontroli i siejącą spustoszenie, czas ucieka. Czy Raven przetrwa przyciąganie swoich partnerów, czy będzie zmuszona wybrać tylko jednego?

Pierwszy rozdział

DWA LATA TEMU…

LIAM

Kolejny krwawy księżyc, kolejny bal godowy, kolejne cholerne przypomnienie, że mam przeznaczoną partnerkę, a jednak nie jest moja. Jak, do diabła, można się z czymś takim pogodzić?

Ojciec upierał się, żebym przyszedł na ten bal, bo mieliśmy tygodniową przerwę w szkoleniu na Alfę. Nikt tak naprawdę nie wiedział, że już znalazłem swoją partnerkę, i zamierzałem utrzymać to w tajemnicy. Jaki Alfa musi dzielić się swoją partnerką? Który Alfa by to zaakceptował? Ja nie mogłem.

Tamta noc wciąż była żywa w mojej głowie, nigdy nie zapomnę, jak Damon i ja życzyliśmy sobie powodzenia, zanim weszliśmy do sali, mając nadzieję, że znajdziemy swoje partnerki.

Krwawy Księżyc pojawiał się dwa razy w roku i tylko tej nocy można było znaleźć swoją przeznaczoną, jeśli osiągnęło się odpowiedni wiek. Wciąż pamiętam, jak wszedłem, szukając kobiety, którą kochałem od lat. Modląc się, by była moją partnerką i była.

Serce waliło mi jak szalone, gdy na nią spojrzałem, w tej seksownej czarnej sukience, tylko po to, by mój najlepszy przyjaciel również ogłosił ją swoją. „Partnerka”. Powiedzieliśmy obaj jednocześnie. Nie mogłem tego znieść, więc odwróciłem się i wyszedłem.

Wciągnąłem gwałtownie powietrze, wpatrując się w błyszczące światła, niezdolny zignorować unoszącego się w powietrzu zapachu drogich perfum, wina i jedzenia, przeplatanego nutą seksu i potu. To wszystko przyprawiało mnie o mdłości.

Nie chciałem tu być; nie powinienem tu być. To tylko przywoływało bolesne wspomnienia tamtej nocy. Opróżniłem dwudziesty któryś kieliszek wódki.

To nie wystarczyło, potrzebowałem czegoś mocniejszego. Pieprzyć to.

Pokazałem się, nie zamierzałem zostawać dłużej. Przepychałem się przez tłum, nie dbając o nikogo. Czułem się, jakbym był w miejscu, do którego nie należę. Chwyciłem kieliszek wina od przechodzącego kelnera, czując się odrealniony.

Wspomnienia tamtej nocy i znajomy ból w piersi powróciły ze zdwojoną siłą. Nienawidziłem całej tej popieprzonej sytuacji. Z dnia na dzień straciłem kobietę, którą kochałem, i najlepszego przyjaciela. Użalanie się nad sobą niczego jednak nie zmieni. Stało się, podjąłem tę decyzję.

Poczułem ulgę, gdy wyszedłem na siarczysty chłód. Padało, a księżyc był ukryty za warstwą gęstych chmur.

Dźwięki chichotów i przekleństw sprawiły, że spojrzałem w górę i zobaczyłem grupę młodych wilkołaków zebranych w rogu, połykających jakieś pigułki. Spięli się, gdy mnie zobaczyli. Wiedziałem, że wiedzą, kim jestem.

– H-hej, Alfo… – mruknął jeden z nich, wpychając coś do tylnej kieszeni. Podszedłem, chwytając dwie butelki alkoholu z ich zapasów.

– Daj mi parę – powiedziałem.

Wyglądali na zaskoczonych.

– Umm, jesteś pewien? Będziesz super… – urwał w momencie, gdy moje oczy błysnęły ciemnym, magnetycznym błękitem, a on szybko wyjął paczkę z kieszeni.

Wyczuwałem ich strach i nerwowość, ale w tej chwili nie obchodziło mnie, co knują. Potrzebowałem tylko pieprzonej chwili wytchnienia od własnej głowy.

– Jedną czy dwie? – zapytał nastolatek.

– Niech będą trzy.

Wymienili spojrzenia, a ja wyciągnąłem kieliszek. Wrzucił trzy, a ja odwróciłem się i odszedłem, obserwując, jak tabletki musują w moim kieliszku. Biorąc głęboki oddech, wypiłem wszystko jednym haustem, rozkoszując się ekscytującym dreszczem, który przeszedł przez moje ciało, gdy rzuciłem kieliszek na ziemię. Dźwięk tłuczonego szkła był przyjemny dla moich uszu.

Oderwałem zębami kapsel od jednej z tanich butelek piwa i wypiłem ją, nie dbając o to, że połowa wylała mi się na ubranie.

Wspomnienia sprzed lat wnikały w mój umysł jak trucizna rozprzestrzeniająca się po każdej żyle w moim ciele, niezdolny ich wyłączyć.

„Partnerzy… Jesteś moją partnerką… Liam… Proszę, stary, nie rób tego… Nie rań jej… Daj jej szansę… Liam, Księżycowa Bogini połączyła was troje nie bez powodu… Nie mów mi, co powinienem, a czego nie powinienem robić!… Liam, proszę…”

Moje oczy zapłonęły i rzuciłem butelkami o ziemię. Odłamki szkła uderzyły mnie w twarz, ale to mi nie przeszkadzało. Moja klatka piersiowa unosiła się z gniewu. Nie mogąc zignorować głosów w głowie, zmarszczyłem brwi, idąc bez celu w stronę lasu, a głosy w mojej głowie stawały się tylko głośniejsze.

Nie, to nie była moja wina, dałem jej szansę… Tamtej nocy, po rozmowie z Kią, pomyślałem, że spróbuję jeszcze raz… Jeden cholerny raz, żeby z nią porozmawiać… Bo koniec końców, kochałem ją, odkąd zacząłem zauważać płeć przeciwną.

Ale nie mogłem się z nią połączyć przez myślową więź, pomyślałem, że może zasnęła, więc zostawiłem jej trzy wiadomości… Wyznałem jej miłość. Była wszystkim, czego, kurwa, pragnąłem. Czy to było tak, kurwa, wiele?

Te trzy wiadomości zostały odczytane, ale nie raczyła odpowiedzieć, więc jaki był sens?

Najwyraźniej, kurwa, nie byłem wystarczający.

Mój wzrok się chwiał, gdy narkotyki zaczęły działać, to było dobre uczucie. Ból w piersi zelżał, a ja czułem się, jakbym unosił się w powietrzu. Czy nie byłoby idealnie pozostać w takim stanie na zawsze?

Czy to był szum wody?

Szedłem dalej, podłoże stawało się nierówne, deszcz zaczął padać coraz mocniej, a mój smoking był całkowicie przemoczony. Zdjąłem marynarkę, wpatrując się w niebo, gdy deszcz lał się na mnie strumieniami.

Gdzie była moja ulga?

Wtedy ją zobaczyłem, siedzącą pod drzewem, wpatrzoną w zamaskowany księżyc. Moje serce biło jak tysiąc bębnów, w głowie mi dzwoniło, a do mojego umysłu wkradła się odległa, niejasna myśl, czy to jest prawdziwe, czy nie.

Łzy spływały po jej policzkach, gdy popijała piwo. Jej czarno-różowy bob wydawał się dłuższy, a ona sama wyglądała na jeszcze drobniejszą, niż pamiętałem. Jej dłoń drżała, gdy odrzuciła pustą butelkę na bok i chwyciła następną.

Raven.

Czy to było prawdziwe? Czy ona naprawdę tu była? To nie miało sensu… Ta wataha była co najmniej trzydzieści minut biegu od Watahy Mrocznej Rzeki, prawda?

To sen… Idealna halucynacja.

Podszedłem bliżej; jej pyszny zapach uderzył w moje nozdrza, tylko potęgując haj, który czułem. Nagle zamarła, wpatrując się we mnie zszokowana, zanim zerwała się na nogi.

– Raven? – szepnąłem.

Czy to naprawdę była ona, czy ją sobie wyobraziłem? Wyglądała jeszcze piękniej niż pamiętałem… Było coś w tych jej unikalnych oczach. Coś, co mnie do niej wzywało.

Zmniejszyłem dystans między nami. Czy to jej serce waliło tak dziko?

Otworzyła usta, by coś powiedzieć, a ja poczułem, jak strach zaciska mi się w żołądku. Nie odrzucaj mnie, kurwa, nie rób tego… Cholerny koszmar, z którego tak często się budziłem. Sięgnąłem, kładąc palec na jej ustach, kręcąc głową, a mój wzrok się zamazywał.

Nie obchodziło mnie, czy to sen, czy mylę kogoś innego z nią… Potrzebowałem tego, potrzebowałem jej.

Odepchnęła moją rękę.

– …z tobą?… w porządku? –

Co ona mówiła? Nie byłem pewien. Mogłem skupić się tylko na tych mokrych, pełnych ustach, które poruszały się bezgłośnie.

To był sen, który nie miał szans wydarzyć się w rzeczywistości. Odgarnąłem jej mokre włosy z czoła, ujmując jej twarz w dłonie.

– Jesteś piękna – szepnąłem.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, pochyliłem się, przyciskając swoje usta do jej w namiętnym pocałunku, który posłał iskry przez całe moje ciało. Słodki smak jej ust zmieszany z alkoholem był idealny. Bogini, smakowała idealnie.

Tak, te pigułki zadziałały… To było dobre uczucie… Cichy jęk wymknął się jej, gdy rozkoszowałem się przyjemnością, która otuliła mnie jak koc.

Kurwa, to było takie dobre.

W momencie, gdy zaczęła mnie oddawać pocałunek, jej odurzający zapach mnie otoczył, cała moja kontrola zniknęła. Objąłem ją mocno ramionami, całując ją, jakby jutra miało nie być, a może i nie było.

Czymkolwiek to było… miało zniknąć…

Cichy, kuszący jęk opuścił jej usta, a ja stęknąłem. Kurwa, kurwa, smakowała tak dobrze. Na chwilę wszystko pociemniało, a ja zachwiałem się, ale trzymałem ją mocno, przyciskając do najbliższego drzewa.

Złapała oddech, gdy jej plecy uderzyły o korę, a ja wykorzystałem szansę, by wsunąć język do jej ust, ale to tylko sprawiło, że uwolniła się i odsunęła głowę.

Mój żołądek się zacisnął i zrozumiałem, że to jest to… znów mnie odrzuca.

Jej serce waliło, ale… zmusiłem się, by spojrzeć jej w twarz. Czy to był deszcz, czy łzy?

Przesunąłem dłonią po jej ciele, chwytając jej pierś, chcąc pocałować ją ponownie, gdy spięła się, nagle chwytając moją dłoń i odsuwając ją od siebie. Ból odrzucenia cholernie piekł, moja partnerka mnie nie chciała.

– Nie jesteś sobą. Posłuchaj mnie – szepnęła, ujmując moją twarz w dłonie.

W jej oczach błyszczało współczucie i smutek, a ja zmarszczyłem brwi. Nie potrzebowałem współczucia. Nienawidziłem litości.

To nie Raven… Kurwa, nie ma mowy, żeby w ogóle tu była… To tylko efekt pigułek…

Odsunąłem się od niej gwałtownie, lekko się potykając. Ruszyła w moją stronę, ale podniosłem rękę.

– Nie zbliżaj się do mnie, nie potrzebuję cię, kurwa – syknąłem.

To tak cholernie bolało. Odwróciłem się, gotów odejść, gdy chwyciła moją koszulę od tyłu. Moje oczy błysnęły i wyszarpnąłem się.

– Powiedziałem, zostaw mnie, kurwa, w spokoju! – warknąłem, brutalnie ją odpychając.

Usłyszałem głuchy odgłos, który sprawił, że zatrzymałem się, odwracając się do niej. W mrocznej zamroczeniu spojrzałem na kobietę, którą powaliłem na ziemię. Tak, mój umysł płatał mi figle… Nie mogła być Raven, bez względu na to, jak bardzo mi się tak wydawało.

Odwróciłem się, zmuszając się do przemiany, zanim rzuciłem się niepewnym biegiem i zniknąłem w ciemności…

Czytaj