Machiny wojenne stały osłupiałe, patrząc na to, co się przed nimi rozgrywało. Święty Smok, stworzenie, którego wszyscy się obawiali, leżał teraz posłusznie w ramionach Niny, merdając pulchnym ogonem jak podekscytowany szczeniak.
– Co tu się, do cholery, dzieje? – zapytał Gabriel z niedowierzaniem.
Nina wygrzebała się z gruzów, wciąż trzymając Świętego Smoka, i uśmiechnęła się do nich. – Myślę, że






