Angeline zrobiła krok naprzód i znienacka zadała mu cios kolanem.
Cole nie spodziewał się takiego ciosu i nie zdążył zrobić uniku. Zgiął się wpół, wydając z siebie zduszony charkot. – Angeline. Jak śmiesz…
Angeline rzekła: – Nienawidzę nikczemników, którzy żerują na cudzym nieszczęściu. – Po tych słowach odwróciła się i odeszła w gniewie.
Angeline i wielki mistrz złapali taksówkę i odjechali.
Cole






