~MILLIE~
Gość w bluzie z kapturem uniósł brodę, a przez rozciętą wargę przemknął uśmiech. „Cześć.”
„Uhm, hej,” odparłam z wahaniem. Zupełnie obcy typ, który, nie powiem, miał celne oko i mocną pięść. Pojawił się jakby znikąd, a teraz Hunter leżał przede mną, nieprzytomny i z połamanym nosem.
Przyklęknął, przyłożył dwa palce do jego szyi i z ironicznym uśmieszkiem spojrzał na mnie. „Jeszcze zipie.”






