– Daj spokój – mówi Jackson, nie ruszając się z miejsca na parapecie i rozkładając ręce. Powagę tego gestu trochę psuje fakt, że trzyma w dłoni ciastko z malinami. – Czy ktokolwiek z was szczerze wierzy, że moja obecność w domu rodziny Grantów cokolwiek dziś pomoże?
– Pomoże Ariel – odpowiada Jesse, unosząc brwi i wskazując na mnie. Moje brwi również wędrują do góry, bo… no, czy na pewno?
– Ariel






