Dyszę, a Jesse biegnie za mną, gdy pokonujemy ostatnie wzgórze na naszej trasie, trzymając się blisko moich pięt i w zasadzie pędząc mnie jak owczarek, żeby upewnić się, że nie zwolnię tempa i nie zostanę w tyle.
– Jesse! – wyduszam z siebie, klepiąc go, gdy zbliża się jeszcze bardziej, gdy docieramy na szczyt wzgórza, a drzwi do Zamku są zaledwie kilka kroków dalej. – Odsuń się! Bieg skończony!






