– Proszę – mówię, odsuwając się od Bena i wygładzając dłońmi szlafrok. – Nie mam dużo czasu, a na pewno nie mogą mnie tu znaleźć. Co tu robią ambasadorzy? Jak mogę pomóc?
– Przybyliśmy pod pretekstem rozmów pokojowych, a przynajmniej zawieszenia broni – mówi Ben, zbliżając się do mnie. – Ale Ari… – rozgląda się, jakby obawiał się, że pokój może być na podsłuchu. Macham, żeby podszedł bliżej, więc






