Budzę się pod dotykiem szerokiej dłoni Jacksona, gładzącej moje włosy. Pisnę, urażona, odwracając twarz tak, by drugi policzek przylegał do jego klatki piersiowej. Potem wtulam się mocniej, zaciskając uparcie oczy, odmawiając przebudzenia.
– Ariel, jest prawie południe – mruczy Jackson, śmiejąc się cicho.
– Nie, nie jest, zegar kłamie jak najęty – mamroczę, kręcąc głową i kładąc dłonie płasko na






