languageJęzyk
Ukrywanie sekretnego dziedzica Alfy-placeholderUkrywanie sekretnego dziedzica Alfy

Ukrywanie sekretnego dziedzica Alfy

Autor: Penelope

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 12 maj 2026
120 Rozdziały
122.2K słów

Pięć lat temu Elara Vale była załamaną samotniczką, odrzuconą przez swojego przeznaczonego partnera. Alfa Kaelen Vane był bogiem wśród wilków — zimnym, bezlitosnym i przeznaczonym do poślubienia wysoko urodzonej Luny, by zabezpieczyć swój tron. Dla Kaelena Elara była jedynie „problemem”, który należało ukryć w złotej klatce. Ale Elara skrywała tajemnicę, o której nie mógł się dowiedzieć: nosiła pod sercem jego dziedzica. Uciekła z watahy, znikając w ludzkim świecie, by zbudować swoje życie od zera. Teraz jest czołową agentką modelek w Miami, niezłomną i niezależną — dopóki drzwi jej agencji nie zostają wyważone przez jedynego mężczyznę, którego nigdy więcej nie chciała widzieć. Kaelen nie przyszedł z przeprosinami. Przyszedł odebrać to, co do niego należy. Kupuje jej firmę, wdziera się do jej domu i po raz kolejny więzi ją w swoich zaborczych objęciach. Jednak gdy spogląda w szmaragdowe oczy pięcioletniego syna Elary, prawda grozi rozpętaniem wojny między watahami. – Czy on jest mój, Elaro? – warczy Kaelen, przyszpilając ją do ściany z zabójczym pożądaniem. – Bo jeśli ukrywałaś przede mną mojego syna, spalę to miasto do cna, by zatrzymać was oboje. Elara musi dokonać wyboru: poddać się Alfie, który kiedyś złamał jej serce, czy znów uciekać, by chronić sekretnego dziedzica, dla zdobycia którego Kaelen posunie się do wszystkiego.

Pierwszy rozdział

POV Elary

Obudziłam się gwałtownie, czując przeszywający ból w brzuchu, gdy ktoś mnie kopnął. Skuliłam się pod moim przetartym kocem, a w oczach stanęły mi łzy. Spałam na ziemi w prowizorycznym schronieniu w lesie otaczającym terytorium watahy Lodowej Grzywy.

– Wstawaj, zdziro! – wrzasnął nosowy głos.

To była Grizza, partnerka mojego ojca i moja macocha.

– Nikt nie ma dla ciebie całego dnia, głupia krowo! – warknęła. Kopnęła mnie ponownie, tym razem w klatkę piersiową, sprawiając, że jęknęłam z bólu.

– Zbieramy się. Ogary z watahy Lodowej Grzywy nas wywęszyły.

Samotnicy byli nienawidzeni przez każdą watahę; w chwili, gdy nas dostrzegano, ginęliśmy. A wataha Lodowej Grzywy słynęła z tropienia samotników i zabijania ich bez litości w mroźne dni.

Nazywam się Elara Vale. Mam dziewiętnaście lat. Mój ojciec i macocha są samotnikami, a my żyjemy jak włóczędzy wraz z kilkoma innymi wyrzutkami, którzy pożądali mnie, jakbym była dziwką całej grupy. To cud, że do tej pory udało mi się zachować dziewictwo.

Chrząkając i rzucając pod moim adresem kolejne przekleństwa, Grizza pośpiesznie odeszła.

„Dlaczego jej nie zabijemy?” – mruknęła Nyla, moja wilczyca.

„Jeśli ją zabijemy, ojciec natychmiast mnie wykończy” – odpowiedziałam przez łzy. Moja wilczyca nie była tak potężna, jak powinna. Lata znęcania się i niedożywienia osłabiły ją.

„Uciekniemy stąd, Elaro” – warknęła. „W tym tempie całkiem nas wykończą. Dopiero wczoraj ojciec okładał cię kijem po plecach. Ile jeszcze wytrzymam?”

Wstałam, ocierając łzy i ignorując ból, który przenikał moje ciało aż do kości. Wiedziałam, że moje sińce wkrótce staną się sine lub czarne. W końcu się zagoją, ale bardzo powoli, zostawiając blizny.

Związałam swoje piaskowobrązowe włosy w niechlujny kok, a potem złożyłam koc, płacząc nad swoim marnym losem. Gdyby tylko moja matka tu była...

Według opowieści, które słyszałam, moja matka, Elysia, usidliła mojego ojca, Brama. Zaszła w ciążę, ale wkrótce po moich narodzinach zmarła w tajemniczych okolicznościach. Miesiąc później ojciec sprowadził swoją partnerkę, Grizzę. Grizza oddała mnie siostrze mojej matki, Maevii z watahy Mroźnego Kła, ale kiedy skończyłam pięć lat, oddano mnie z powrotem ojcu. Nie wiem dlaczego.

Od tamtej pory moje życie to pasmo nieszczęść. Bram i Grizza mnie nienawidzili. Ojciec bił mnie i karał przy każdej nadarzającej się okazji, a te nigdy się nie kończyły. Musiałam wykonywać wszystkie najgorsze prace, nawet dla samotników, którymi się otaczał.

– Ty wciąż ryczysz, kretynko! – krzyknęła moja przyrodnia siostra, Ravna. – Mam nadzieję, że dzisiaj cię dopadną! Dlaczego w ogóle cię ze sobą ciągniemy? Jesteś tylko kulą u nogi! – przeklinała.

Krzywiąc się z bólu, zabrałam swoją małą torbę, w której miałam koc, dżinsy, jedną postrzępioną koszulę i komplet bielizny. Wybiegłam na zewnątrz w szortach i podkoszulku, drżąc w nocnym chłodzie.

Mój ojciec zdążył już przemienić się w wilka. Warknął na mnie, po czym wybiegł z jaskini, w której się ukrywaliśmy. Macocha ruszyła za nim. Wkrótce wszyscy się przemieniliśmy i biegliśmy przez las, próbując uciec przed wojownikami Alfy Lodowej Grzywy.

Udało nam się jednak ubiec zaledwie kilkaset metrów, gdy za plecami usłyszeliśmy warknięcia i wycie. Goniły nas ciężkie kroki.

„Biegnij szybko!” – głos ojca rozbrzmiał w naszych głowach. Zmuszałam się do wysiłku mimo bólu, ale kilka minut później wycie było coraz bliżej. To oznaczało, że tym razem jesteśmy zgubieni. Biegłam co sił w łapach, wiedząc doskonale, że jeśli się zatrzymam, zginę, ale nie potrafiłam pędzić tak szybko jak inni. Ból w klatce piersiowej, brzuchu i plecach przeszywał mnie niczym lodowe odłamki. Każdy oddech sprawiał mi cierpienie. Zastanawiałam się, czy po kopniaku Grizzy nie pękło mi żebro lub dwa.

„Widzisz, mówiłam ci” – mruknęła Nyla. „On chce naszej śmierci. Zostaw ich”.

„Co mam zrobić, Nylo?” – odparłam. „Jeśli opuszczę tę grupę, dokąd pójdę? Przecież wiesz, że na samotne wilki poluje się i zabija je natychmiast”.

„To jest czas, by zostawić ojca. Skręć w prawo, a poprowadzę cię do watahy twojej matki. Jestem pewna, że cię przyjmą” – Nyla brzmiała desperacko. Wiedziałam, że chce mnie chronić, ale nie miałam pewności, czy wataha matki kiedykolwiek by mnie przyjęła. Zdradzili przecież pięcioletnie dziecko, które było... nieszkodliwe.

„Nie, trzymamy się ojca!” – nakazałam, a Nyla mruknęła z niezadowoleniem.

Ale tego dnia gwiazdy mi nie sprzyjały. Nagle poczułam czyjeś zęby na nodze, a potem ktoś zaatakował moje plecy. Wydałam z siebie pełne udręki wycie, upadając brzuchem na ziemię. Kiedy spojrzałam za siebie, zobaczyłam kły Ravny, ociekające krwią, i Grizzę wpatrującą się we mnie z nienawiścią.

W mojej głowie rozległ się wściekły głos ojca: „Wracajcie, dziewczyny. Zostawcie ją na śmierć!”.

Jęknęłam cicho. Więc taki był ich plan, by w końcu się mnie pozbyć? Poturbować i zostawić na pastwę losu? Wydać mnie w ręce bezwzględnych wojowników watahy Lodowej Grzywy?

Nyla nie mogła znieść bólu. „Przejmij kontrolę, Elaro” – powiedziała. „I wdrap się na drzewo, żeby się ukryć”.

Przejęłam stery, ale zaledwie kilka minut później, gdy próbowałam się wspiąć, zostałam zaatakowana ponownie. Wojownik Lodowej Grzywy chwycił mnie za włosy i cisnął o ziemię kilkanaście metrów dalej. Przeszył mnie rozdzierający ból i przerażenie, gdy zobaczyłam, jak nade mną góruje.

Warknął, obnażając zęby. – Mamy samotnicę! – krzyknął, przywołując pozostałych, jednocześnie odgarniając ciemne, kręcone włosy z piwnych oczu. Odpełzłam od niego, śmiertelnie przerażona.

Kątem oka dostrzegłam pięć potężnych wilkołaków zbliżających się w moją stronę. Otoczyli mnie z pochylonymi łbami i obnażonymi kłami.

– Zabijcie ją – rozkazał wojownik.

Więc to już koniec? Zamknęłam oczy, czekając na cios. Może tak było lepiej. Moje ciało pulsowało takim bólem, że nie miałam już sił do życia. Miałam dość bycia traktowaną jak śmieć nawet wśród samotników. Byłam wycieńczona psychicznie i fizycznie.

„Przepraszam, Nylo” – zwróciłam się do mojej wilczycy, pogodzona z losem. „Nie dam już rady”.

Czekałam na ostateczny cios, na to, aż wojownicy zatopią kły w mojej szyi lub rozszarpią mnie na strzępy, gdy nagle rozległ się potężny głos:

– Czekać.

– Alfa! – wojownicy skłonili się przed nim, odsłaniając szyje w gestcie poddaństwa.

Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę głosu. Przede mną stał mężczyzna alfa, nagi. Zaparło mi dech, ale nie z powodu bólu. To para oszałamiających, niebieskich oczu wbiła mnie w ziemię.

Był jednocześnie przerażający i najpiękniejszy ze wszystkich wilkołaków, jakich kiedykolwiek widziałam. Miał falujące, ciemnoniebieskie włosy do ramion i ostro zarysowane rysy twarzy. Mierzył ponad metr osiemdziesiąt i był prawdziwą górą mięśni.

Z trudem łapałam powietrze, byłam na skraju śmierci, ale nie mogłam oderwać wzroku od stojącego przede mną nagiego Alfy.

„Mate” – mruknęła z zachwytem moja wilczyca.

Czytaj