Beni.
Przynęta.
Angy i Alex marszczą na mnie brwi, a ja udaję, że czyszczę paznokcie otwieraczem do listów, który znalazłem na biurku. Zarzuciłem już wędkę, teraz muszę tylko poczekać, aż połkną haczyk.
– Jak, do cholery, się o tym dowiedziałeś? – pyta mój brat.
Wzruszam ramionami i podnoszę głowę, zachowując obojętny wyraz twarzy.
– Odwiedziłem Karaja w Benidormie. Byłem w jego klubie, rozmawiałe






