Budzę się kilka godzin później, moje ciało napina się, gdy czuję, że samolot zmienia położenie, przechylając się… w dół? Chyba tak? Wstrzymuję oddech i gwałtownie podnoszę głowę, żeby spojrzeć na Frankiego, który już na mnie patrzy.
– Spokojnie, mała – szepcze, delikatnie gładząc mnie po plecach. – Lądujemy, nie rozbijamy się. Nie ma się czym martwić.
– Skąd wiesz, jaka jest różnica? – szepczę, wc






