Siedem godzin później, wyczerpana i spocona, opieram się o wezgłowie łóżka, wyciągając ręce po mojego małego synka, gdy położna owija go i nachyla się, by włożyć mi go w ramiona.
"Siedem godzin od początku do końca" – mówi, kręcąc głową na mnie, a potem na Frankiego, który stoi u mojego boku. "Ambi, naprawdę, powinnaś mieć dziesięcioro dzieci – to dla ciebie jak oddychanie".
Śmieję się lekko, spog






