Dopiero po wejściu do pokoju wypoczynkowego Gu Lichen posadził Ling Yiran na sofie. Patrząc na jej lewą dłoń, którą delikatnie osłaniała prawą ręką, zapytał: – Boli?
– Trochę – wymamrotała.
Spojrzał na bolesny wyraz jej twarzy. Wiedział, że bagatelizuje sprawę. Jej twarz zawsze była spokojna i opanowana. Nigdy nie marszczyła brwi ani nie bladła tak jak teraz. Nawet mówienie sprawiało jej dużą trud






