Palce Sotirii zadrżały, a jej brwi powędrowały wysoko do góry. „Nie sądzę, by istniały między nami jakieś urazy, więc dlaczego próbujecie mnie skrzywdzić?”
Mężczyzna, który przyciskał Sotirię do ściany, wykrzywił usta w szerokim, nikczemnym uśmiechu. „Ponieważ obaj jesteśmy mężczyznami, których wcześniej bezlitośnie porzuciłaś, i chcemy zemsty”.
„Jasna cholera!”
Sotiria poczuła, jak jej dusza drży






