languageJęzyk
Więcej niż jedna noc: Obsesja Dona-placeholderWięcej niż jedna noc: Obsesja Dona

Więcej niż jedna noc: Obsesja Dona

Autor: Icerenia

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 27 mar 2026
147 Rozdziały
211.3K słów

"Myślałem, że już o tym rozmawialiśmy, Słabość? Ostrzegałem cię. Jego śmierć jest na twoich rękach." "Myślałam, że skończyłeś mnie ścigać?" zakpiła Gen. "Skończyłem cię ścigać." Zanim zdążyła sformułować błyskotliwą ripostę, Matteo rzucił ją na dół. Wylądowała mocno na plecach na stole w jego jadalni. Próbowała usiąść, kiedy zauważyła, co robi. Jego ręce pracowały przy pasku. Uwolnił się z jego spodni z gwałtownym szarpnięciem. Opadła z powrotem na łokcie, z ustami szeroko otwartymi na ten widok. Jego twarz była maską czystej determinacji, jego oczy były ciemnozłote, pływające w cieple i pożądaniu. Jego ręce owinęły się wokół jej ud i pociągnęły ją na krawędź stołu. Przesunął palcami po jej udach i zahaczył kilka o wewnętrzną stronę jej majtek. Jego kostki dotknęły jej ociekającego seksu. "Jesteś przemoczona, Genevieve. Powiedz mi, to ja cię tak podnieciłem, czy on?" jego głos kazał jej uważać na odpowiedź. Jego kostki zsunęły się w dół przez jej fałdy i odrzuciła głowę do tyłu, jęcząc. "Słabość?" "Ty..." wyszeptała. Genevieve przegrywa zakład, na który nie może sobie pozwolić. W ramach kompromisu zgadza się przekonać dowolnego mężczyznę wybranego przez przeciwnika, aby poszedł z nią do domu tej nocy. Nie zdaje sobie sprawy, kiedy przyjaciel jej siostry wskazuje na ponurego mężczyznę siedzącego samotnie przy barze, że ten mężczyzna nie zadowoli się tylko jedną nocą z nią. Nie, Matteo Accardi, Don jednego z największych gangów w Nowym Jorku, nie uprawia seksu na jedną noc. Przynajmniej nie z nią.

Pierwszy rozdział

Żołądek Genevieve podszedł jej do gardła, kiedy Mallory z uśmiechem pełnym wyższości wyłożyła swoje karty na stół. Obwiniała alkohol... i nieznośnie piskliwy głos Mallory, który zmusił ją do dołączenia do gry w karty. Zazwyczaj była dobrą pokerzystką. Mallory jednak zdawała się być dobra na poziomie telewizyjnych turniejów, w których gracze noszą okulary przeciwsłoneczne.

– Co to znaczy? – zapytała Jada, poprawiając białą szarfę, która informowała wszystkich, że jest przyszłą panną młodą.

– To znaczy – zaczęła Mallory, opierając się wygodnie na krześle z błyskiem w oku – że twoja siostra jest mi winna pierścionek.

Pozostałe kobiety wokół nich westchnęły ze zdumienia. Gen spuściła wzrok na pierścionek swojej matki. Obróciła go na serdecznym palcu prawej dłoni, gdzie tkwił każdego dnia przez ostatnie czternaście lat.

– Mallory, nie możesz. Jestem panną młodą, a panny młodej nie można denerwować, prawda? – wyszeptała Jada, przenosząc wzrok z jednej na drugą kobietę, które wpatrywały się w siebie wrogim spojrzeniem. – Ten pierścionek... on był...

Gen uniosła dłoń, by powstrzymać siostrę przed powiedzeniem zbyt wiele. – Podwójna stawka albo nic – rzuciła wyzwanie Gen, już podając talię kart do potasowania Lucy, przyjaciółce Jady ze studiów.

Mallory z uwagą przyjrzała się swojemu nieskazitelnemu francuskiemu manikiurowi. – Hmmm, nie – oświadczyła z tym zadowolonym uśmieszkiem, który sprawiał, że Gen miała ochotę sięgnąć przez stół i ją udusić.

– Daj spokój, Mallory – powiedziała Lucy, wciąż tasując. – Ta gra była najbardziej ekscytującym punktem dzisiejszego wieczoru! – Lucy spojrzała na Jadę, która skrzyżowała ramiona i wydęła wargi. – Przepraszam, Jado.

Gen zachichotała, wychylając kolejny kieliszek tequili. Nie chciała tego mówić na głos, ale w pełni się z nią zgadzała. To miał być wieczór panieński. Powinny być w jakimś klubie ze striptizem w śródmieściu, rozrzucać jednodolarówki i pozwalać striptizerom zlizywać wódkę ze swoich pępków. Zamiast tego znajdowały się w ekskluzywnym barze na Lower East Side, w którym śmierdziało testosteronem. Gdyby Gen mieszkała bliżej, sama zaplanowałaby ten wieczór, a jej siostra opędzałaby się od tłumów facetów, zamiast opędzać się od chęci ziewnięcia.

Nie po raz pierwszy rozejrzała się po niewielkim barze, w którego kącie grał kwartet. Miejsce było przyjemne. Miało klimat dawnych lat, przypominało lokale typu speakeasy z ciemnym drewnem, długim barem i barmanem w stroju szytym na miarę. W normalnych okolicznościach Gen wyobrażała sobie, że mogłaby się wystroić, by spotkać się tu z przyjaciółmi na późne pogaduchy. Ale na wieczór panieński? Nawet kręcący się w pobliżu mężczyźni wyglądali na przygnębionych. Większość z nich była wytatuowana i dwa razy większa od tych, których zazwyczaj spotykała w Bostonie. Wszyscy nosili ciemne garnitury, a chmura smutku zdawała się przygniatać ich ramiona.

Gen spojrzała na bar, w stronę mężczyzny, który przykuł jej uwagę w chwili, gdy weszła tu na tyłach tej przesadnie rozentuzjazmowanej grupy kobiet. Siedział przy barze sam, a otaczający go mężczyźni omijali go szerokim łukiem. Wyglądał tak samo jak godzinę temu. Podpierał głowę prawą dłonią, w której trzymał zapalonego papierosa niebezpiecznie blisko swoich pięknych, gęstych, brązowych włosów, zaczesanych do tyłu z wyjątkiem kilku kosmyków opadających na czoło. Lewą dłonią obracał do połowy wypitą szklankę z bursztynowym płynem. Jego sylwetka wydawała się zapadnięta w sobie; wyglądał, jakby całe jego ciało trzymało się w pionie tylko dzięki prawej dłoni. Kiedy ta dłoń opadła, by mógł zaciągnąć się papierosem, była zaskoczona, że jego głowa nie uderzyła z trzaskiem o drewniany bar. Serce ją dla niego bolało.

– Tak! Zróbcie to w stylu „Jak stracić chłopaka”! – zasugerowała Rachel, podskakując na krześle. Lucy i Jada położyły dłonie na jej ramionach, próbując ją uspokoić.

Gen spróbowała z powrotem skupić się na ich rozmowie. – Co się dzieje?

– Hmm, podoba mi się to – powiedziała Mallory.

– Co ci się podoba? – zapytała Gen.

Jada westchnęła. – Rachel, będąc niezwykle uczynną damą jak zawsze, zasugerowała, żeby Mallory wybrała ci faceta, którego zabierzesz do domu.

– Jak ten zakład w „Jak stracić chłopaka w 10 dni”! – powtórzyła Rachel.

Gen roześmiała się, przyciągając spojrzenia kilku najbliżej siedzących mężczyzn. – Dobre sobie.

– Chcę to zrobić – zachichotała Mallory.

– Nie.

Mallory pochyliła się do przodu i wyciągnęła dłoń. – W takim razie daj mi pierścionek.

Szczęka Gen zacisnęła się, podobnie jak pięść, na której błyszczał pierścionek jej matki. Mogłaby ją uderzyć. To nie byłaby pierwsza twarz, która nosiłaby na sobie odcisk zaręczynowego pierścionka jej matki.

– W porządku – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Rachel klasnęła w dłonie z ekscytacji. – Zobaczmy, zobaczmy, kogo my tu znajdziemy, żeby...

– Jego – powiedziała Mallory bez wahania.

Kobiety wokół niej westchnęły gwałtownie, podążając wzrokiem za jej palcem. Gen spojrzała przez ramię i jej serce zabiło mocniej. Wskazywała na samotnego mężczyznę przy barze. Tego, z którego przez całą noc nie potrafiła spuścić wzroku. Uśmiechnęła się półgębkiem, ale natychmiast opanowała wyraz twarzy, spoglądając z powrotem na Mallory.

Zmartwione oczy Jady spoczęły na jej przyszłej szwagierce. – Mallory, nie. Wybierz kogoś innego. Nie pozwolę...

– Stoi – powiedziała Gen, pochylając się do przodu, by uścisnąć wyciągniętą dłoń Mallory. Kiedy chciała ją cofnąć, Mallory przytrzymała ją mocno.

– Pamiętaj jednak, że kiedy ci odmówi, biorę twój pierścionek – powiedziała Mallory ze złowieszczym uśmiechem, jaki Gen widywała dotąd tylko na plakatach horrorów.

Gen udało się wyrwać dłoń. Wychyliła swój ostatni kieliszek i wstała. Wygładziła sukienkę i odrzuciła za ramiona swoje sięgające talii czarne włosy. Jada poderwała się z krzesła i chwyciła Gen za ramię, zanim ta zdążyła się ruszyć.

– Wiesz, kto to jest? – wyszeptała, a jej głos dławiły nerwy.

– Nie. To jakiś celebryta? – zapytała Gen, obserwując, jak mężczyzna po raz kolejny zaciąga się papierosem, po czym gasi go w popielniczce. Z westchnieniem podniósł paczkę i wargami wyciągnął z niej kolejnego papierosa. Zaczął szperać w kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki. To będzie doskonała okazja.

– Tak, to...

– Dziękuję, siostrzyczko, ale dam sobie radę. Nie mów mi, to tylko zamiesza mi w głowie. Muszę iść – powiedziała Gen, uwalniając się z uścisku siostry.

Gen ruszyła w stronę baru, ignorując pełne niepokoju pomruki kobiet, które zostawiła za sobą. Jej cel wciąż grzebał w kieszeniach. Szybko pokonała dzielącą ich odległość, ignorując ciekawe spojrzenia innych mężczyzn w pomieszczeniu. Podeszła do stołka obok tajemniczego nieznajomego, który zdawał się nie zauważyć jej nadejścia. Wydał z siebie sfrustrowane warknięcie, wciskając dłoń głęboko do prawej kieszeni.

– Wódka z tonikiem – powiedziała do czekającego barmana. Skinął głową i odszedł. Spojrzała na mężczyznę po swojej prawej stronie, który najwyraźniej zrezygnował ze znalezienia zapalniczki i zamiast tego wpatrywał się ponuro w drinka, którego teraz trzymał mocno w złożonych dłoniach. – Potrzebujesz ognia? – zapytała ostrożnie.

Mężczyzna zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu, odsłaniając jabłko Adama i ścięgna szyi, które znikały w jego ciemnej brodzie.

– Kurwa, tak – jęknął, a dźwięk ten był tak bliski seksualnemu uniesieniu, że aż mimowolnie zacisnęła uda.

Gen wyciągnęła zapalniczkę z torebki. Podniosła papierosa z baru i odpaliła go, po czym wyciągnęła w jego stronę, trzymając go między palcem środkowym a wskazującym. Skrzywiła się na widok czerwonego śladu swojej szminki na filtrze. Jego głowa opadła do przodu i wziął papierosa bez słowa komentarza. Zaciągnął się długo i mocno. Pozwolił, by jego dłoń z głuchym stukotem opadła na bar, po czym wypuścił dym nosem.

Otworzył oczy i spojrzał na papierosa w swojej dłoni. Uniósł go i obrócił tak, by widzieć cały zarys jej warg. Wstrzymała oddech, gdy zerknął na nią z ukosa, a jego wzrok natychmiast powędrował na jej usta. Rozchyliła je pod jego badawczym spojrzeniem. Wreszcie mogła zobaczyć całą jego twarz i uderzyła ją uroda tego mężczyzny.

Łagodne, brązowe oczy oprawione były gęstymi, czarnymi rzęsami i przedzielone ostro zarysowanym nosem, który z pewnością był kilkukrotnie złamany. Jego wargi były pełne i wyglądały na miękkie, gdy przeciągnął dolną wargę między zębami. Odwrócił wzrok, po czym jego oczy spoczęły na jej oczach, nie pozwalając jej wyczytać niczego z tego, co ukazywały.

– Jesteś kiepską pokerzystką – skomentował tajemniczy mężczyzna, po czym znów się zaciągnął. Jego głos był głębszym barytonem, niż się spodziewała, i miał lekki włoski akcent, jakby spędził w tym kraju sporo czasu. Usiadła wygodniej na stołku barowym, żeby jej nogi nie ugięły się na ten dźwięk.

– Słucham?

Skinął głową w stronę stolika kobiet, które uważnie ich obserwowały. – Kiedy dostałaś kiepskie karty, było to widać na całej twojej twarzy.

– Obserwowałeś nas, co? – zapytała z nadzieją, że brzmiało to zalotnie.

– Od momentu, w którym weszłaś – przyznał. Wypił resztkę whiskey i gwizdnął na barmana, który natychmiast postawił przed nim kolejną szklankę. – Gdzie jej wódka z tonikiem? – warknął Tajemniczy Mężczyzna. Barman wyjąkał kilka wymówek, po czym wyczarował jej drinka niemal z powietrza.

– Dziękuję – mruknęła.

– Więc co przegrałaś? – zapytał.

– Jeszcze nic – odpowiedziała, popijając drinka.

Tajemniczy Mężczyzna zachichotał. – Mallory Carmichael nie odpuszcza swoim ofiarom tak łatwo. Jesteś jej coś winna.

– Znasz ją?

– Niestety.

Gen zastukała palcami w blat baru i zerknęła przez ramię. Mallory opierała się na krześle z przyklejonym do twarzy złośliwym, triumfującym uśmiechem. Jada niespokojnie bębniła palcami, podczas gdy Rachel masowała jej ramiona.

– Ciebie – odpowiedziała w końcu Gen.

Tajemniczy Mężczyzna parsknął. – Co ze mną?

Gen wzięła głęboki oddech. – Podwójna stawka albo nic. Wrócę z tobą do domu albo stracę pierścionek mojej matki.

Czytaj