Tłumiąc ból głowy, Brian zjechał prywatną windą na podziemny parking, wsiadł do samochodu i uruchomił silnik.
Auto wyjechało z parkingu i ruszyło naprzód jak rozwścieczony, ognisty smok. Nagle straciło kontrolę i wpadło na klomby przy drodze!
Kiedy Brian odzyskał przytomność, leżał w szpitalnym łóżku, a nad nim pochylała się znajoma, zatroskana twarz.
– W końcu się obudziłeś. – Jacob westchnął z u






