(PERSPEKTYWA ARIELLE)
Po czymś, co wydawało się wiecznością, obiad w końcu dobiegł końca. Podziękowałam Nan Jean i mamie Jareda z moim najuprzejmiejszym uśmiechem, choć praktycznie wibrowałam z chęci ucieczki.
Kiedy wstałam od stołu, Jared już był u mojego boku, niczym cień czekający na swój znak.
– Odprowadzę cię – powiedział.
Skinęłam głową, nie mając ochoty się sprzeczać. Chciałam tylko jak naj






