Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale słowa uwięzły jej w gardle w momencie, gdy w nią wszedłem.
Czułem się jak w niebie.
Czułem się, jakbym wracał do miejsca, do którego przysiągłem nigdy nie wracać, tylko po to, żeby zdać sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy go nie opuściłem w sercu – jeśli mam być ze sobą szczery.
Była jak gładki jedwab zanurzony w mleku i podpalony. Ciasna. Mokra. Idealna






