Odsuwam to wszystko na bok i dochodzę do wniosku, że „rozpakuję” ten problem na przyszłej sesji terapeutycznej. On chwyta mnie za ramię i przyciąga bliżej, tak że moje ciało zostaje mocno dociśnięte do ściany mięśni, która nade mną góruje.
– Powinnaś była uciekać, kiedy miałaś szansę – mówi, a ja nie mogę nie zauważyć, jak głęboki i seksowny jest jego głos.
Szybko zaciąga mnie do szkatułki z biżuterią i ostrożnie zamyka drzwiczki, żeby nic nie wyglądało na nie na miejscu, a potem ciągnie mnie do ogromnej garderoby przy sypialni, zostawiając drzwi uchylone tylko na szparę, żeby mógł widzieć, co dzieje się na zewnątrz.
Wydaję z siebie cichy jęk, gdy wchodzi pan Colfax z drinkiem w jednej ręce i telefonem w drugiej. Złodziej rzuca mi ostrzegawcze spojrzenie i przyciąga mnie z powrotem do siebie, tak że jego klatka piersiowa przywiera do moich pleców, a dłoń w rękawiczce zakrywa moje usta. Przyciska wargi do mojego ucha i szepcze: „Cicho, Sophia. Ani kurwa słowa”, posyłając iskrę wzdłuż mojego kręgosłupa prosto do mojej obolałej, nabrzmiałej łechtaczki. Boże, muszę częściej wychodzić do ludzi.
Próbuję odwrócić głowę, żeby zapytać go, skąd u diabła zna moje imię, ale on zacieśnia uścisk, trzymając mnie mocno w miejscu. Myślałam, że jego rękawiczki są skórzane, ale te są miękkie jak masło i w dotyku cholernie niesamowite na mojej skórze. Moim pierwszym pytaniem do tego faceta prawdopodobnie nie powinno być: „Czy twoje rękawiczki są z jagnięcej skóry?”. A zaraz potem: „Czy miałbyś coś przeciwko pocieraniu nimi całego mojego ciała?”.
W jaką dziwaczkę się zmieniłam? Winię za to mój napalony umysł. Hormony doprowadzają mnie do szaleństwa. Złodziej jest jak mroczna, potężna obecność przyciśnięta do mnie i nie mogę nie zauważyć, jak idealnie pasują do siebie nasze ciała. Jego twarz wciąż jest przy mojej. Czuję na skórze lekko szorstki materiał jego kominiarki i gorąco jego oddechu na szyi. Jęk wyrywa mi się, zanim zdążę go powstrzymać. Jego ciało napina się ze zdziwienia, ale on nie jest nawet w połowie tak zaskoczony jak ja, gdy czuję jego twardego członka wbijającego się w mój tyłek. Jego ramię owija mój brzuch, dłoń chwyta talię, a dzięki wycięciom w mojej sukni dotyka nagiej skóry. Jego palce lekko mnie głaszczą, wywołując gęsią skórkę na całym ciele.
Już mam go błagać, żeby mnie przeleciał, kiedy głos pana Colfaxa ściąga mnie z powrotem do teraźniejszości.
– Wiem, skarbie. Zadzwonię, jak wszyscy wyjdą, i będziesz mogła przyjechać.
Widok tego obrzydliwego, pomarszczonego zboczeńca zaczyna zabijać mój błogi nastrój. Sytuacja nie poprawia się, gdy widzę panią Colfax wchodzącą przez drzwi.
– Ja pierdolę – szepcze mi do ucha złodziej, a ja prawie wybucham śmiechem z powodu surrealizmu całej tej sytuacji.
– Co ty, u diabła, wyprawiasz, Richard? – szepcze do niego, trzymając ręce na kościstych biodrach. – Rozłącz się ze swoją dziwką. Mamy gości na dole, w razie gdybyś zapomniał.
Jasna cholera, ona wie o jego zdradach? Nagle jestem pochłonięta. To jak oglądanie opery mydlanej z seksownym, tajemniczym mężczyzną przyciskającym twardego kutasa do mojego tyłka. Założę się, że niewiele osób może powiedzieć, że tego doświadczyło.
– Spokojnie, Mildred. Powiedziałem jej, że nie może przyjechać, dopóki wszyscy nie wyjdą.
Cóż, to załatwia sprawę, Mildred.
Mildred parska gniewnie.
– Cóż, może oderwiesz wzrok od tej małej dziwki na dole i poświęcisz trochę uwagi innym, ważniejszym gościom. Robisz z siebie durnia, kochanie. Ona jest dla ciebie o wiele za młoda.
– Sophia ma już osiemnaście lat, a ja już jej mówiłem, że chcę z nią porozmawiać o pracy. Jestem pewien, że kiedy zda sobie sprawę, ile jestem gotów zapłacić, pozbędzie się wszelkich oporów związanych z tą sytuacją.
Złodziej i ja sztywniejemy w tym samym momencie, no cóż, pomijając jego kutasa i moje sutki, które były sztywne przez cały ten czas. Jestem tak zniesmaczona tym, co właśnie usłyszałam, że na chwilę zapominam o tym, jak cholernie mokra jestem.
– Cóż, pieprz ją w swoim wolnym czasie, kochanie. – Mildred podchodzi i patrzy w lustro, klepiąc swoje nastroszone, siwe włosy. – I upewnij się, że tym razem podpisze ten cholerny kontrakt. Nie chcemy kolejnej sytuacji jak z Sandrą. Ta mała suka kosztowała nas fortunę.
Wychodzi bez słowa, a ja jestem zbyt oszołomiona, by zrobić cokolwiek poza braniem powolnych, miarowych oddechów przez nos i próbą nie wpadnięcia w hiperwentylację. Wyczuwając mój niepokój, złodziej minimalnie rozluźnia mocny uścisk na moich ustach.
– Chcesz, żebym go zabił? – szepcze mi do ucha, a ja mam nagłą ochotę się roześmiać. Nie wiem, czy żartuje, czy nie, ale pomysł, że złodziej, którego poznałam mniej niż dwadzieścia minut temu, jest gotów zabić jakiegoś bogacza, by chronić mój honor, jest niepojęty.
Kręcę głową na „nie” i sięgam ręką w dół, by położyć ją na tej, która wciąż delikatnie pieści moją skórę, drażniąc mnie tymi miękkimi jak masło rękawiczkami. Pan Colfax zatrzymuje się, by poprawić swój wygląd w tym samym lustrze, od którego właśnie odeszła jego żona. W myślach błagam go, żeby wypierdalał, bo złodziej wsuwa jeden ze swoich palców w rękawiczce w moją sukienkę, sprawiając, że kręci mi się w głowie.
Kiedy wydaję z siebie cichy jęk, on przyciska usta do mojego ucha i delikatnie zasysa płatek ucha, po czym szepcze: „Cicho, mała”.
Serce bije mi tak szybko, że jestem pewna, iż czuje to na swoim ramieniu, a mój oddech przyspieszył. Jestem tak mokra, że czuję wilgoć między udami, a uczucie jego twardego kutasa powoli doprowadza mnie do szaleństwa. Kiedy przesuwa palcami po moim brzuchu i wsuwa całą dłoń pod moją sukienkę przez wycięcie po drugiej stronie, wciągam gwałtownie powietrze i ocieram się o niego tyłkiem, gdy jego palce wędrują w dół do moich majtek.
– Wcale nie jesteś taka, jak się spodziewałem – szepcze mi do ucha, przesuwając palcem pod moimi majtkami, dosłownie o włos. – Chcesz, żebym przestał?
Kręcę głową na „nie” i opieram głowę o niego, zamykając oczy, gdy on wsuwa dłoń w rękawiczce w moje majtki. Kurwa, to uczucie jest na wskroś niewłaściwe – być palcowaną przez seksownego złodzieja, ukrywając się w szafie, z panem Colfaxem stojącym niespełna dziesięć stóp dalej. Nigdy wcześniej nie dotykał mnie mężczyzna, a moje kolana prawie się uginają i odmawiają posłuszeństwa, gdy on przesuwa czubkiem palca w rękawiczce wzdłuż mojej mokrej szparki. Boże, ta miękka skóra jest tak cholernie przyjemna, a powstrzymanie się od jęku i zdradzenia naszej kryjówki wymaga ode mnie całej siły woli.
Przyciska opuszkę jednego palca do mojej łechtaczki i zaczyna pocierać mnie powolnymi, drażniącymi ruchami okrężnymi. Chyba nie ma pojęcia, jak blisko jestem dojścia z krzykiem, który prawdopodobnie przyprawiłby starego pana Colfaxa o pieprzony zawał serca. Odwracam głowę, by napotkać jego spojrzenie, a żar w jego oczach niemal spycha mnie w przepaść. Boże, jego oczy są wspaniałe. Jestem ciekawa, jak wygląda reszta jego twarzy, ale nie da się ukryć, jak bardzo podnieca mnie to, że tego nie wiem.
Jego usta wyginają się w nikczemnym, zadowolonym z siebie uśmiechu, gdy zacieśnia palce na moich ustach w ostrzegawczym geście.
– Większość dziewczyn po jednym spojrzeniu na mnie uciekłaby z krzykiem, ale nie ty. – Pochyla się bliżej i całuje czubek mojego nosa, co wydaje się szalenie intymne, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie kilka minut trzymał moją cipkę w garści. – Ty po prostu stałaś i moczyłaś majtki, prawda?
Nie żebym mogła się z nim kłócić. Dowód jest na całej jego rękawiczce i zobaczy go, jak tylko wyciągnie rękę.
– Jesteś tą małą zdzirą, za którą uważa cię Richard?
Otwieram szeroko oczy i kręcę głową na „nie”.
– Nie planowałaś przyjąć tej pracy? – Zanim zdążę odpowiedzieć, uderza mnie w łechtaczkę wystarczająco mocno, bym się skrzywiła i zacisnęła uda. – Otwórz – mówi twardym głosem, który posyła przeze mnie nową falę przyjemności i sprawia, że moje uda same się rozszerzają. – Powiedz mi prawdę, Sophia. Zamierzałaś ją przyjąć?
Znowu kręcę głową na „nie”, mając nadzieję, że dostrzeże prawdę w moich oczach.
– A więc jesteś zdzirą, ale nie jego zdzirą?
Piorunuję go wzrokiem, co sprawia, że jego usta wyginają się w uśmiechu.
– Jaka zadziorna – szepcze, pochylając się bliżej. – Dobra, dziewczynko, zagrajmy w grę. Nie dochodź, dopóki ci nie pozwolę. Jeśli to zrobisz, zdradzisz naszą kryjówkę i prawdopodobnie będę musiał zabić biednego, starego Richarda.
Moje oczy rozszerzają się w szoku. On chyba nie mówi poważnie. Mój wzrok przeskakuje na Richarda, który wciąż stroi się i przewija coś w telefonie, bez wątpienia pisząc do tej biednej dziewczyny, która go pieprzy. Jest skończonym oblechem, ale nie chcę mieć jego śmierci na sumieniu. Zresztą, jak trudne może być powstrzymanie się od orgazmu?






