"Pomocy. Mi," wyszeptała Ana bezgłośnie, ponad ramieniem jego mamy. Jej oczy były szerokie i błagalne.
Śmiech Carla nie był już powstrzymywany. "Dianne, kochanie, może pozwolisz Anie odejść i zaczniemy obiad," powiedział. Odsunął jej palce od ramion Any i pomógł jej wstać, kierując ją w stronę kuchni.
"O mój Boże," powiedziała Ana, zirytowana.
"Dlaczego babcia jest taka smutna?" zapytał Alan, mars






