"O kurwa," zaśmiał się. "Ana, nie możesz w tym wyjść."
Zmarszczyła brwi i spojrzała na siebie. "Dlaczego nie? Aż tak źle?"
"Źle? Nie, kochanie, nie jest źle."
Wstał, podszedł do niej i złapał ją za rękę, kładąc ją na swoim kroczu. Był twardy… naprawdę twardy. Jakby ‘gotowy, żeby przelecieć ją aż po księżyc’.
"Tego tu nie było, zanim zeszłaś po tych schodach. Zaraz cię zarzucę na ramię i potraktuję






