Minęło zaledwie kilka minut, a Chelsea znów zaczęła wiercić się w ramionach Tobeya. Muskała go pocałunkami, niby to żartobliwie, a niby celowo drażniąc. Jakby uparła się, by igrać z ogniem, aż coś w końcu wybuchnie.
Tobey już nie spał. Zmarszczył brwi, a wtedy Chelsea, niczym kotka, wdrapała się na niego. Uśmiechnęła się słodko, widząc, że otworzył oczy.
Tobey lekko ujął jej brodę. Jego głos był s






