Makaron był ciut za miękki. Na wierzchu – idealne jajko w koszulce i kruche kawałki wołowiny. Ophelia zjadła wszystko, kęs za kęsem, powoli.
A po policzkach płynęły jej łzy.
Po tym wszystkim Edward wciąż pamiętał, co lubiła.
Głupi Edward.
Tchórzliwy Edward.
Kochała go tak bardzo.
Dopiero gdy wylizała miskę z zupy wołowej, Ophelia nagle dotarło, że to przecież mieszkanie Edwarda. Skoro ona tu jest,






