Perspektywa Declana
Dach szpitala był zimny. To był ten rodzaj zimna, który przegryzał się przez cienki materiał mojej koszuli i ciężki wełniany koc narzucony na moje ramiona.
Siedziałem na krawędzi betonowej ławki, a nogi wydawały mi się dziwnie ciężkie, jakby jeszcze do końca do mnie nie należały.
W dole patrzyłem na miasto. Reflektory samochodów wyglądały jak małe, świecące owady pełzające po u






