Z perspektywy Abla
W biurze panowała cisza, którą przerywało jedynie rytmiczne pstrykanie mojej złotej zapalniczki. Siedziałem za mahoniowym biurkiem, które niegdyś należało do mojego ojca, obserwując przez smog migoczące światła miasta. Miałem dokładnie sześćdziesiąt dni.
Dwa miesiące, aby rozebrać na części zgliszcza nazwiska Crossów, zrównać wszystko z ziemią i posypać solą, po czym powrócić do






