Punkt widzenia Declana
Byłem w Nowym Jorku zaledwie od kilku godzin, a już czułem napięcie.
Wciąż powtarzałam sobie, że przyjechałem tu tylko do pracy.
Zrobię to, co muszę, nie będę się wychylać i cicho wyjadę.
Żadnych dramatów, żadnych odwiedzin i żadnego wpadania na znajome twarze, a zwłaszcza na Alistaira czy Seraphinę.
Miasto było ogromne i pełne ludzi. Nie było mowy, żebym wpadł na którekolwi






