Nikt nie wiedział, kim był, ponieważ przez lata wielokrotnie zmieniał tożsamość. Dlatego nie musiał się obawiać, że coś pójdzie nie tak.
Trzymając lampę, wrócił do gabinetu. Podniósł wzrok i zerknął na kamerdynera stojącego na zewnątrz.
— Co się stało? — Głos starca był zachrypnięty, a jego dłonie chude i pomarszczone.
Było jasne, że kamerdyner się go boi.
— Potomek rodu martwił się o pana. Chciał






