Podróż z Swinford do Kingbourne nie trwała zbyt długo. Kiedy Wynter się obudziła, słońce niemal już zachodziło. Pechowo trafiła na godziny szczytu. Wszędzie panował tłok.
Nie wiedziała dlaczego, być może dzięki dobrej drzemce, ale Wynter czuła się znacznie bardziej odprężona. To było tak, jakby niepokój wywołany osobistymi ciężarami wyparował.
Wcześniej wahała się, jak wyjaśnić wszystko dziadkowi.






