W rezydencji Kestnerów było wiele pokoi gościnnych, ale większość nie była gotowa. Jedyny dostępny znajdował się na samym końcu parteru.
Kiedyś był to pokój pokojówki i nie został jeszcze wysprzątany.
Alistair zajrzał do środka, ale nie wszedł. — Będziesz musiała się tym zadowolić na dzisiejszą noc. Jutro mama przygotuje dla ciebie odpowiedni pokój...
Elara nie słuchała. Już lustrowała pomieszczenie.
Pokój był mały — starczyło miejsca tylko na łóżko, szafkę nocną i szafę.
Ale nie śmierdziało w nim, łóżko nie było spleśniałe, a światła działały. Drzwi znajdowały się zaledwie o krok od łóżka. W porównaniu do miejsca, w którym przebywała przez ostatnie dwa lata, to był luksus.
Kiedy więc Alistair powiedział: — Nie myśl, że jest zbyt mały, i nie wiń Sienny...
— Nie winię — przerwała mu Elara. — Podoba mi się. Dziękuję, panie Alistairze.
Słowa uwięzły mu w gardle i poczuł dziwną ulgę.
Elara i Sienna obie były jego siostrami. Alistair zawsze pragnął, by po prostu się dogadywały. Gdyby Elara się zmieniła i przestała utrudniać Siennie życie, chętnie by to powitał.
— No dobrze, pośpij trochę. Jutro zabiorę cię do dziadka. Bardzo za tobą tęsknił. On...
Mówiąc to, podświadomie wyciągnął rękę, zamierzając pogłaskać ją po głowie, tak jak miał to w zwyczaju.
Ale zanim zdążył to zrobić, Elara zareagowała błyskawicznie. Odtrąciła jego rękę i odskoczyła w tył.
Głuchy odgłos!
Jego dłoń uderzyła w drzwi, sprawiając, że syknął z bólu. Zapłonął gniewem. — Elaro, co ty—
Wtedy zobaczył jej twarz i zamarł.
Elara była przyciśnięta do ściany, a jej oczy przepełniał strach, czujność, dzikość i przerażenie, niczym u przestraszonego zwierzęcia gotowego do walki.
Zaledwie sekundę później spuściła wzrok i wymamrotała: — P-przepraszam. Nie chciałam...
Jej głos drżał. Jej dłonie były tak mocno zaciśnięte, a całe ciało sztywne, jakby tamta reakcja wcale nie miała miejsca.
Alistair stał przez chwilę jak skamieniały, czując ucisk w piersi. Ból dłoni przestał mieć znaczenie. Zabrakło mu słów.
To nie była ta sama osoba, którą pamiętał.
Po długiej pauzie odchrząknął z zakłopotaniem. — Dobrze, śpij dobrze. — Po czym wyszedł.
Gdy drzwi się zamknęły, Elara wypuściła powietrze.
W momencie, gdy Alistair uniósł rękę, pomyślała, że znów jest w Instytucie Aurelian, otoczona przez uniesione dłonie trzymające kamienie, kije, baty lub coś gorszego.
Spanikowała. Potem, nagle przypominając sobie o czymś, zaczęła przeszukiwać pokój.
Pod łóżkiem dostrzegła długopis. Chwyciła go, zerwała zatyczkę i ścisnęła mocno niczym broń. Zapaliła każde możliwe światło, weszła na łóżko i skuliła się w kącie, opierając się plecami o ścianę.
Dopiero wtedy poczuła się bezpiecznie.
Przycisnęła długopis do piersi i nie spuszczała wzroku z drzwi, na wypadek gdyby ktoś wszedł.
Światło rozjaśniało pokój, ale nie pomagało ukoić strachu w jej wnętrzu.
Nadszedł ranek.
Dźwięki krzątających się pokojówek obudziły Elarę.
Rozejrzała się po jasnym, nieznajomym pokoju, potrzebując chwili, by zdać sobie sprawę, że nie jest już w szkole etykiety.
W końcu uciekła z tamtego piekła.
Choć wiedziała, że nikt jej tu nie chce, wstała wcześnie i wślizgnęła się do kuchni. Zaproponowała pomoc szefowi kuchni, przygotowując sobie jednocześnie coś prostego do jedzenia.
Śniadania tutaj były wyszukane i lekkie, skupione na wyglądzie, więc zawsze zostawało mnóstwo nietkniętego jedzenia.
Elara nie była wybredna. Gdy tylko dostała pozwolenie, zjadła resztki, podnosząc nawet dwa małe pomidorki, które odtoczyły się na bok.
Była głodna.
Jej ostatnim prawdziwym posiłkiem były dwa dni temu kawałek chleba, który „wymieniła” na bicie.
Od dwóch lat nie czuła smaku niczego ciepłego, świeżego i słodkiego.
Obserwując, jak dziewczyna ładuje w siebie jedzenie niczym robot, kucharz rzucił jej współczujące spojrzenie.
Użył zniekształconego, niemal wyrzuconego jajka sadzonego, by przygotować talerz makaronu. — Panno Elaro, niech panienka zje to zamiast tamtego.
Szybko przełknęła i przyjęła talerz obiema rękami, a jej oczy wypełniły się wdzięcznością. — Dziękuję.
W rzeczywistości nie była już aż tak głodna.
Dwa lata jedzenia jednego posiłku, a potem głodowania przez resztę dnia, skurczyły jej żołądek. Nie potrafiła już dużo zjeść.
Ale nauczyła się nigdy nie zostawiać jedzenia. Jeśli nie zjadła go od razu, ktoś inny by je zabrał. I nigdy nie wiedziała, kiedy nadejdzie następny posiłek.
Jedzenie większej ilości naraz stało się jej jedynym sposobem na przetrwanie dnia.
Elara wyczyściła talerz do ostatniego kęsa, nie zostawiając nawet sosu.
Tak dawno nie czuła się syta. To wydawało się niemal nierealne.
Opadając na oparcie z dłonią na brzuchu, czuła się, jakby śniła.
Kiedy dawniej była bliska omdlenia z głodu, wyobrażała sobie pyszne jedzenie, by zapełnić pustkę.
— Chryste, kim ty jesteś? Przybłędą? Nigdy wcześniej nie widziałaś jedzenia?
Kpiący głos wyrwał ją z tej chwili. Jej błogi uśmiech natychmiast zniknął.
Barrett stał w progu, wyglądając na zirytowanego. Odruchowo próbowała ukryć to, co trzymała, po czym zdała sobie sprawę, że to tylko pusty talerz. Nikt tutaj nie będzie bił się z nią o jedzenie. Poczuła się nieco zagubiona.
Barrett wyglądał na jeszcze bardziej zniesmaczonego. — Włożyłem tyle pieniędzy w twoje lekcje dyscypliny i wszystko na marne! Dzięki Bogu nie jesteś moją prawdziwą córką. Sienna trenowała tylko cztery lata, a i tak wyszła na ludzi lepiej niż ty przez osiemnaście.
Elara nie odpowiedziała. Tylko spuściła głowę i znosiła jego wymówki oraz pogardę.
Kiedyś, gdy Barrett mówił, że Sienna jest od niej lepsza, walczyła, chcąc udowodnić mu błąd. Ale teraz? Zaakceptowała to.
Była tylko fałszywą córką, która przez osiemnaście lat wiodła wspaniałe życie, które do niej nie należało. Nie było mowy, by mogła dorównać prawdziwej córce.
Twarz Barretta spoważniała. — Jeśli już zapomniałaś o tej całej dyscyplinie, której cię uczono, to nawet nie zawracaj sobie głowy siadaniem do stołu. Tylko zepsujesz nastrój.
Prychnął i odszedł, nie zaszczycając jej nawet kolejnym spojrzeniem.
Szef kuchni rzucił Elarze litościwe spojrzenie, wypuścił ciche westchnienie i szybko podał przygotowane śniadanie dla Kestnerów.
Elara patrzyła spokojnie na pusty talerz. Besztanie Barretta nie zrobiło na niej wrażenia.
Słyszała już gorsze rzeczy. Jego słowa ledwie drasnęły powierzchnię.
Skoro Barrett nie chciał jej w pobliżu, została w kuchni, sprzątając i przysłuchując się odgłosom śmiechu i rozmów dobiegającym z salonu.
Nie wyszła, dopóki wszyscy nie skończyli jeść.
W momencie, gdy Elara się pojawiła, śmiechy i rozmowy w salonie nagle ustały. Wszyscy natychmiast zesztywnieli.
Wyglądało to tak, jakby dopiero teraz przypomnieli sobie, że ona również jest dziś w tym domu.






