Niepokój dręczył Angelę, gdy szła za Jonathanem do hotelu, zostawiając Yarrisona, by sam rozprawił się z Florence.
– Czy on sobie poradzi sam? – zapytała, a w jej głosie słychać było troskę.
Jonathan uspokoił ją: – Wie, co robi.
Na te słowa poczuła, jak spływa na nią fala ulgi.
Z jakiegoś powodu jego słowa zawsze działały na nią kojąco. Może to była jego aura bezpieczeństwa, a może poziom zaufania






