Zwyczajne krzesła zdawały się zmieniać w tron na szczycie góry kości. Mężczyzna nie musiał wypowiadać ani słowa; wystarczyło, że oparł podbródek na dłoni, a zza jego pleców wyłaniały się niezliczone mściwe duchy, gotowe rozedrzeć go na strzępy!
A każdy z nich był silniejszy od niego, zdolny pożreć go w jednym czy dwóch kęsach!
Złe duchy wznosiły ramiona, krew i łzy zamazywały ich twarze, błagając






