Gdy wracamy do domu, Shayla idzie się przebrać i położyć Alaię na drzemkę, a ja z westchnieniem rzucam się na kanapę. W poniedziałek czeka mnie tyle spotkań, że, szczerze mówiąc, sama myśl o pójściu do biura jest wyczerpująca. Rozwiązuję krawat, który luźno zwisa mi na szyi, i rozpinam koszulę, bo nie chce mi się wstawać, żeby się przebrać. Kiedy bezmyślnie przerzucam kanały w telewizji, widzę sch






