Declan stał wysoki i potężny na parapecie, a blask księżyca migotał wokół niego, rzucając groźną poświatę na jego surowe rysy.
— Powiedziałem: puść moją Lunę, Archer — warknął Declan, wbijając swoje niebezpieczne zielone oczy w rywala.
Szczęka Archera zacisnęła się mocno, a w jego spojrzeniu płonęła furia. Przyciągnął Sloane bliżej, nie zamierzając ustąpić.
— Ona nie należy do ciebie, Declan. Koch






