Desmond Blackthorne stał w swoim pustym biurze, wpatrując się w telefon po raz setny tego dnia. Żadnych połączeń. Żadnych wiadomości. Ani śladu Everly od wczoraj. Wieczorne słońce rzucało długie cienie na marmurową posadzkę, podkreślając pustkę przestrzeni, która jeszcze kilka dni temu tętniła życiem, gdy śmiech Everly wypełniał te pokoje.
Na stoliku kawowym stał na wpół pusty kieliszek wina – szm






