– Czas wracać do domu, synu – powiedziała Sybilla, gdy tylko weszła do pokoju.
Desmond potknął się lekko, gdy Sybilla pomagała mu wyjść ze szpitala; jego ciało wciąż było słabe po przeżytej traumie. Poruszał się powoli, niemal mechanicznie, a jego twarz była blada od utrzymujących się skutków jego stanu. Ramię Sybilli mocno go oplatało, jej dłoń była pewna, gdy prowadziła go do wyjścia.
Powietrze






