Rok później.
Aż trudno uwierzyć, jak szybko minął czas. Stałam na własnym weselu, otoczona przez najbliższe memu sercu osoby.
Trzysta sześćdziesiąt pięć dni – a tyle się zmieniło! I nie chodziło tylko o mój stan cywilny. W innych watahach w kraju wrzało, ale z Zeke u boku, który przejął dowodzenie w watasze Brana, mogliśmy spać spokojnie. Obrona nie stanowiła problemu.
Te watahy, które nie chciały






