To była czarna magia, nie mogło być inaczej.
Niewidzialne szpony wpiły się we mnie głęboko, o wiele głębiej niż w ciało i kości, oplatając i wijąc się niczym pokryte łuskami ciało węża. Przyjemność skwaśniała, a każdy kolejny spazm wstrząsający moim ciałem pozostawiał w ustach obrzydliwy smak.
Byłam w jego szponach, bezsilna, choć ledwie sekundy wcześniej unicestwiłam umysłem całą grupę czarownic.






