Wynurzyliśmy się w salonie Atlasa, wpadając przez portal tak szybko, że prawie przewróciłam lampę stojącą na dębowym stoliku.
Wszystko było spowite ciemnością. Falujące zasłony były rozsunięte, odsłaniając słabo oświetloną ulicę na zewnątrz. Było późno w nocy, ale w okolicy było coś niemal ponurego. Na podwórkach nie walały się już zabawki, a niektóre domy miały nawet zabite deskami okna. Wywołało






