Ustawiliśmy się w szeregu, idąc czwórkami.
Większość z tych, którzy zdecydowali się nie przechodzić, została na miejscu, obserwując nas oczami, w których ciekawość mieszała się ze strachem. To właśnie ten przebłysk ciekawości dawał mi nadzieję, ponieważ prędzej czy później mogli poczuć zew tego miejsca.
Część mnie drżała z ekscytacji, niemal desperacko pragnąc powrotu do żywych kolorów i zapachów






