Krzyki.
Gęsty, gryzący zapach palonego mięsa unosił się w powietrzu.
Ogień palił jego skórę.
Tej nocy stał bezradny, tylko chłopiec w koszmarze, patrząc, jak ukochani ludzie są wywlekani, krzyczą, walczą, krwawią, ale Czarni byli bezlitośni.
Łza spłynęła mu po policzku, a potem kolejna. Nienawidził swojej słabości, ale nie mógł powstrzymać łez.
Czekał latami, by dojść do tego momentu, a teraz był






