On jest dokładnie tam, gdzie się spodziewałam. Właściwie to obaj są.
Przemykam obok Brandona, siedzącego na kanapie z nogami wyciągniętymi na stolik kawowy, przechylającego piwo, podczas gdy on ogląda baseball, i wyciągam Connora z kojca, z którego on wyciąga do mnie rączki, płacząc i krzycząc.
– Jak długo on tam siedzi? – pytam, gdy Connor kładzie swój mokry policzek na mojej piersi, chwytając ga






