– Niedźwiedziu, siad – rozkazuje Adam, biorąc Connora w ramiona, gdy otwiera drzwi. – Grzeczny chłopiec. Czekaj. – Brązowe oczy Niedźwiedzia wędrują między Connorem a mną. Przenosi ciężar z łapy na łapę, poszczekuje, a Connor zaczyna sapać, wiercić się, równie zdesperowany, by dotknąć Niedźwiedzia, jak Niedźwiedź jego.
– Pies. Pies! – Dzikie zielone oczy spotykają się z moimi. – Mama, pies!
Adam w






