Grzebię w zamku, szukając kluczy, i zatrzymuję się, gdy światło na werandzie nagle się zapala. Drzwi się otwierają i Rosie stoi w nich, mając na sobie tylko mój T-shirt i moje najgrubsze skarpety, i, kurwa mać, nigdy w życiu nie byłem tak szczęśliwy, widząc róż.
– Jesteś.
– Gdzie miałbym być?
Żołądek mi się kurczy, a ciężar z moich ramion opada. – Nigdzie się nie wybierasz?
– Dlaczego mielibyśmy t






