Carter zrywa się z miejsca, obejmując mnie w uścisku, który balansuje na granicy uduszenia. Odsuwa się dopiero, gdy ktoś zaczyna zawodzić, dławiąc się szlochem.
To moja mama.
"Och, mamo." Podchodzę do niej, obejmując ją od tyłu. "Co się stało?"
"Nic mi nie jest," szlocha. "Wszystko w porządku!" Kolejne łkanie. "Po prostu jestem po równo taka szczęśliwa z twojego powodu i taka smutna z mojego." Cho






