languageJęzyk
Ich zakazana ludzka partnerka-placeholderIch zakazana ludzka partnerka

Ich zakazana ludzka partnerka

Autor: Helena Bergman

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 21 kwi 2026
120 Rozdziały
268.7K słów

Seraphina Vance prowadzi niebezpieczne, podwójne życie. Za dnia jest nieskazitelną, niewidzialną sekretarką Juliana Crofta i Sebastiana Thorne'a – dwóch najpotężniejszych, onieśmielających i zniewalająco przystojnych prezesów w mieście. Nocą jest bezdomna – marznie w swoim rozklekotanym samochodzie na firmowym parkingu, tylko po to, by utrzymać przy życiu matkę w śpiączce. Uważa, że jej wymagający szefowie są po prostu genialni, ekscentryczni i doskonale ze sobą zgrani. Podejrzewa nawet, że mogą być parą. Jest w ogromnym błędzie. Julian to wilkołak Alfa o zabójczym, wybuchowym temperamencie. Sebastian jest wielowiekowym wampirem o hipnotyzującym uroku i żądzy kontroli. Są potężnymi, przeznaczonymi sobie partnerami, którzy władają ukrytym, nadprzyrodzonym imperium – i właśnie odkryli swój brakujący, trzeci element. Ją. Jednak w ukrytym społeczeństwie rządzonym przez bezwzględną, starożytną Radę, przyjęcie kruchej ludzkiej istoty za partnerkę jest absolutnym tabu. To dosłownie wyrok śmierci. Gdy pętla nadprzyrodzonych praw zaczyna się zaciskać, niezaprzeczalna, płomienna więź wciąga Seraphinę w ich mroczny i uwodzicielski świat. Aby ją chronić, Julian i Sebastian muszą zmusić ją do niemożliwego wyboru: wyrzeczenia się człowieczeństwa i zniesienia bolesnej transformacji, albo egzekucji z rąk Rady. Zrobią wszystko, by posiąść to, co do nich należy. Nawet jeśli miałoby to oznaczać spalenie całego świata, byle tylko zatrzymać ją przy sobie.

Pierwszy rozdział

***Z perspektywy Seraphiny Vance***

Budzę się otumaniona, a promienie słońca właśnie przebijają się przez przednią szybę mojej zdezelowanej Hondy Civic. Przeciągam się, próbując ułożyć ciało w wygodnej pozycji. Od prawie trzech miesięcy mieszkam w swoim samochodzie i mój organizm naprawdę zaczyna protestować. Siadając, owijam się kocem, próbując rozgrzać lodowatą skórę. Pusta butelka po wódce spada z siedzenia prosto na podłogę po stronie pasażera. Wiem, co pewnie teraz myślicie: jestem alkoholiczką. Cóż, nie jestem, nie piję też nigdy przed prowadzeniem samochodu.

Pierwszej nocy, kiedy musiałam spać w aucie, było minus trzy stopnie. Zamarzałam. Na moje szczęście, moja matka lubiła wypić, a ponieważ nie mogłam zostawić łatwopalnego płynu w magazynie, gdzie obecnie przechowuję swoje rzeczy, nie miałam innego wyjścia, jak tylko zostawić kartony z alkoholem w samochodzie. Butelki z trunkami niepraktycznie zajmowały połowę bagażnika. Nie kłamałam, mówiąc, że lubiła wypić.

Miałam się tego pozbyć, ale teraz cieszę się, że tego nie zrobiłam. Jej ulubionym alkoholem była wódka, a tuż po niej tequila. Sama nie przepadałam za piciem; samo patrzenie na nią wystarczyło, by skutecznie zniechęcić do alkoholu każdego. Ale tamtej mroźnej nocy pomyślałam: dlaczego by nie. Sięgnęłam po butelkę z nadzieją, że pomoże mi to zasnąć i zapomnieć o tym, że właśnie zostałam bezdomna i muszę mieszkać w samochodzie. Stwierdziłam, że mi to nie zaszkodzi. Moje życie i tak znalazło się na dość gównianym rozdrożu.

Tamtej nocy nauczyłam się, że upicie się pomaga przetrwać mroźne noce. Kiedy jesteś nietrzeźwy, nie czujesz zimna, a właściwie to nie czujesz prawie niczego. Moja tolerancja na alkohol stała się całkiem imponująca. Nie upijam się do nieprzytomności, ale w noce takie jak ta pierwsza, którą spędziłam w tym ciasnym samochodzie, i takie jak ta wczorajsza, wypijam kilka głębszych, żeby przepędzić chłód.

Obserwuję, jak słońce powoli wschodzi. Jest jeden plus mieszkania w aucie. Nigdy nie spóźniam się do pracy, ponieważ obecnie mieszkam na firmowym parkingu. Nikt o tym nie wie, oprócz woźnego Arthura. To sześćdziesięcioletni mężczyzna z łysiejącym czubkiem głowy, życzliwymi oczami, misiowatą sylwetką i prawdziwie dziadkową naturą.

Pewnej nocy natknął się na mnie, gdy spałam w aucie. Powiedziałam mu, że to tylko tymczasowe, więc zachował moją tajemnicę dla siebie. Moi szefowie myślą po prostu, że jestem gorliwą, pełną entuzjazmu pracownicą. Zawsze jestem pierwszą osobą w pracy oprócz Arthura, który otwiera parking i budynek, i zawsze wychodzę jako ostatnia. Nie zamierzam wyprowadzać ich z błędu; mogą myśleć, co tylko chcą. Potrzebuję tej pracy.

Sięgając do stacyjki, przekręcam kluczyk. Mój telefon natychmiast się rozświetla, ładując się z gniazda zapalniczki. Jest 7:00 rano. Podnoszę się, przechylam w stronę siedzenia pasażera i chwytam mój strój na dzisiejszy dzień, który wisi na uchwycie pod sufitem tuż nad drzwiami.

Przesuwając fotel maksymalnie do tyłu, ściągam spodnie dresowe i chwytam majtki. Wciągam je na nogi, po czym zakładam czarne spodnie od garnituru i je zapinam. Następnie biorę biustonosz, nurkuję pod kierownicę, szybko zdejmuję koszulkę i zapinam stanik, a potem zakładam białą koszulę na guziki.

Właśnie skończyłam wsuwać szpilki, kiedy widzę Arthura idącego podjazdem na najwyższy poziom parkingu. Otwieram szeroko drzwi i witam się z nim.

„Hej, Arthur” – mówię, machając do niego, zanim sięgam po torebkę leżącą na siedzeniu pasażera. Arthur podchodzi, trzymając dwa papierowe kubki. To moja ulubiona część poranka, stała się już swoistym rytuałem. Każdego ranka Arthur wchodzi na sam szczyt parkingu, przynosi mi kawę i oboje razem schodzimy z powrotem do wejścia.

„Cześć, kochana, jak ci minęła noc?” – pyta z troską Arthur.

„W porządku, trochę chłodno, ale nic, do czego bym się już nie przyzwyczaiła” – odpowiadam, odbierając kubek z jego dłoni.

„Wiesz, że zawsze możesz zatrzymać się…”

Przerywam mu, zanim zdąży dokończyć.

„Arthurze, wiem, ale naprawdę nic mi nie jest. To tylko tymczasowe.”

Kręci głową, słysząc tę samą wymówkę każdego ranka od kilku miesięcy. Wie, że nie ma sensu się ze mną kłócić. Jestem zbyt uparta i nie należę do osób, które przyjmują pomoc. Arthur rusza w stronę drzwi, po czym wpisuje kod zabezpieczający, wpuszczając nas do budynku. Wielokrotnie proponował, żebym zamieszkała u niego i jego żony, ale nie chcę się narzucać, a tutaj wcale nie jest tak źle. Jest o wiele bezpieczniej niż w parku, gdzie początkowo parkowałam.

Arthur wpuszcza mnie wcześnie każdego ranka. Zazwyczaj od razu idę na górę do swojego biurka, które wygodnie znajduje się tuż przed klimatyzatorem. Wjeżdżam windą na najwyższe piętro, wychodzę do foyer i idę do biurka, stukając obcasami o marmurową podłogę. Chwytam pilota, włączam ogrzewanie na pełną moc i staję bezpośrednio pod nawiewem, rozgrzewając się i popijając kawę.

Kiedy już jestem ogrzana, siadam za biurkiem, uruchamiam laptopa i przeglądam dzisiejszy harmonogram oraz wszelkie notatki, które sobie zostawiłam. Pracuję w Thorne and Croft Enterprises już od około 12 miesięcy. Jestem sekretarką Sebastiana Thorne'a i Juliana Crofta. Są właścicielami tej firmy technologicznej i jestem na jakieś 98 procent pewna, że są parą. Nie żebym widziała ich razem w jakichś jednoznacznych sytuacjach, ale... Mają osobne biura, lecz posiadają ten swój specyficzny sposób komunikacji. Zawsze wydają się być ze sobą idealnie zgrani, a do tego kilka razy przyłapałam ich na tym, jak dziwnie się na siebie gapili. Zdarzyło mi się również wejść, gdy Sebastian całował i ssał szyję Juliana.

Muszę przyznać, że było to gorące, i nawet mnie to trochę podnieciło, dopóki Julian nie zauważył, że stoję i gapię się jak cielę, przez co Sebastian zamarł w bezruchu, a atmosfera zrobiła się niezręczna i napięta. Uciekłam z pokoju. Nigdy o tym nie wspomnieli, więc uznałam, że upiekło mi się. Dodałam to wspomnienie do pliku w mózgu z etykietą „to się nigdy nie wydarzyło”.

Szkoda, że obaj są gejami. To najgorętsza para gejów, jaką kiedykolwiek widziałam. Obaj wysocy i muskularni; Julian jest tym bardziej imponującym, wydaje się poważniejszy i czasem bije od niego chłód, który przyprawia mnie o dreszcze z powodu intensywności jego spojrzenia. Czasami, gdy do mnie mówi, na jego twarzy maluje się ten nieobecny wyraz, jakby patrzył prosto przeze mnie, a nie na mnie. Przysięgam, że raz wydawało mi się, że słyszałam, jak na mnie zawarczał. Ale wiem, że to szaleństwo. Ludzie nie warczą jak drapieżniki. Zwaliłam to na osiemnastogodzinną zmianę, którą tego dnia odbębniłam.

Julian Croft jest wysokim, ciemnowłosym i muskularnym mężczyzną z popołudniowym zarostem, mocno zarysowaną szczęką i ostrymi, przenikliwymi niebieskimi oczami. Sebastian Thorne ma z kolei delikatniejsze rysy. Jest równie wysoki jak Julian, ale cechuje się bardzo swobodnym, wyluzowanym podejściem do życia i brązowymi włosami, które są krótko przystrzyżone po bokach, a nieco dłuższe na górze. Ma szare oczy i wystające kości policzkowe. Obaj są zniewalająco przystojni. Nawet po tak długim czasie pracy tutaj wciąż oszałamia mnie ich boski wygląd.

Jestem niezmiernie zaskoczona, że jeszcze mnie nie zwolnili; zbyt wiele razy przyłapano mnie na snuciu marzeń, wpatrywaniu się w przestrzeń i miewaniu bardzo nieodpowiednich myśli o moich szefach. Ale wiem też, że jestem w swojej pracy niezwykle dobra. Nikt nie utrzymał się tak długo na stanowisku ich sekretarki i nikt nie jest gotów pracować w tak szalonych godzinach, jakie potrafię tu znosić.

Kiedy skończyłam sprawdzać laptopa, spojrzałam na zegarek. Była 8:30 rano. Miałam jeszcze pół godziny, zanim zjawią się moi szefowie. Zsuwając się z krzesła, poszłam do łazienki z torebką. Rozłożyłam kosmetyki na blacie i wyciągnęłam szczotkę. Zaczęłam rozczesywać niesforne blond włosy sięgające mi do talii. Po podjęciu decyzji o związaniu ich w wysoki kucyk, chwyciłam szczoteczkę i pastę, by szybko umyć zęby. Nałożyłam też trochę tuszu na moje i tak już długie i gęste rzęsy oraz eyeliner, aby rozjaśnić moje ciemnozielone oczy, po czym pomalowałam usta czerwoną szminką. Ładnie kontrastowało to z moją jasną cerą.

Tak bardzo się cieszę, że na tym piętrze nie ma kamer, bo byłoby potwornie wstyd, gdyby szefowie poznali moją poranną rutynę. Poza tym zobaczyliby mnie w całej okazałości z fryzurą prosto z łóżka (albo raczej z samochodu). Arthur się nie liczy. Jego nie obchodzi, jak wyglądam, a przy nim zawsze czuję się swobodnie. Ale gdyby ktokolwiek inny mnie zobaczył, myślę, że byłoby trochę niezręcznie.

Gdy kończę, szybko wślizguję się do małego aneksu kuchennego i zaczynam przygotowywać dla nich kawę. Słyszę dźwięk windy dokładnie w momencie, gdy kończę ją parzyć. Stawiam kubki na tacy i szybkim krokiem wracam do biurka z tacą w dłoniach.

Czytaj