Davian nie miał jeszcze ośmiu lat, ale był tak wysoki, że sięgał Edwinowi do klatki piersiowej.
Był już dużym chłopcem. Całowanie, przytulanie i branie go na ręce wydawało się teraz niezręczne.
– Dobrze, dobrze, dobrze. Będę traktować wszystkich jednakowo.
– Chodźcie, chodźcie. Tatuś weźmie was na ręce – powiedział Edwin, odkładając Devina.
Wyciągnął ramiona w stronę Daviana, gotów go podnieść.
–






