Bo cholernie bałem się, że cię stracę.
„Ruchałaś się dobrze” – wypluwam zamiast tego.
Jej oczy płoną czystą wściekłością, szarpie się, by się uwolnić. Unosi dłoń, gotowa uderzyć, ale chwytam ją, przyciskając między naszymi piersiami.
„Spokojnie, kotku. Myślałem, że chcesz prawdy” – szepczę. Nie powinno mnie tu być, jej też nie. Wszelka racjonalność mnie opuszcza, kiedy jest blisko.
„Nienawidzę cię






