Z kierunku windy nagle odezwał się ochroniarz: – Pani Howard.
Whitney odwróciła się.
To była Madelyn, ubrana w dopasowany płaszcz z wełny w kolorze wielbłądzim. Delikatna perłowa broszka lśniła na jej piersi, gdy szła naprzód pewnym, zdecydowanym krokiem.
– Pani Howard, już pani jest. – Dariel lekko pochylił głowę, mówiąc z szacunkiem.
Madelyn spojrzała na niego i odezwała się z lekką, władczą






