– Przepraszam, Whitney!
– Co ty robisz? – Whitney pospiesznie wstała z łóżka i pomogła Helenie stanąć na nogi.
– Przepraszam w imieniu mojego brata. Już go nie ma, ale on cię porwał i omal nie zabił. Whitney, tak mi przykro!
Łzy zaczęły spływać po twarzy Heleny i wkrótce płakała niekontrolowanie.
Whitney ją objęła, delikatnie poklepując po plecach. – Już dobrze. Naprawdę, już dobrze…
Rozumiał






