William miał silne serce, jego dłonie zawsze były ciepłe od krwi pompującej przez żyły. W tej chwili przypominał płonący piec. Ciepło wędrowało wzdłuż jego żył i wślizgiwało się prosto do dłoni Emelie.
William zawołał ją po raz czwarty. – Wciąż jesteś zła, aniołku?
Emelie prychnęła z gniewu. Nic nie zrobił, a już oczekiwał, że jej złość minie.
Chciała zabrać rękę, ale William na to nie pozwolił. S






